wtorek, 3 maja 2011

Pierwotna wspólnota Kościoła paradygmatem zawierzenia imieniu Jezus


Życie pierwotnego Kościoła zostało najpełniej scharakteryzowane w Dziejach Apostolskich. Można stwierdzić, że ta księga Nowego Testamentu przekazuje w sposób wiarygodny samą istotę wiary i duchowości Kościoła pierwszego wieku[1]. Nawet pobieżnie czytając Dzieje Apostolskie, bez przeprowadzania szczegółowej egzegezy, można zauważyć, że wyróżniającą cechą tej księgi są między innymi liczne odwołania do imienia Jezus.
Perykopy biblijne, które zawierają nawiązania do „imienia Jezusa”, „imienia Jezusa Chrystusa”, „imienia Pana Jezusa” „Jego imienia” lub po prostu do „imienia” można pogrupować tematycznie. Dzieje Apostolskie opowiadają, że znaki i cuda są zdziałane „w” lub „przez” imię Jezusa (por. Dz 3, 6; 4, 7; 4, 10; 4, 30; 16, 18). Apostołowie nauczają, przemawiają i głoszą to imię (por. Dz 4, 17-18; 5, 28; 5, 40; 9, 15; 9, 27; 8, 12), udzielając chrztu w „imię Pana Jezusa” (por. Dz 2, 38; 8, 16; 10, 48; 19, 5). Imię Jezus jest wzywane (por. Dz 2, 21; 9, 14; 19, 13; 22, 16), wyznawane (por. Dz 9, 21) i wysławiane (por. Dz 19, 17), a uczniowie nie wahają się cierpieć, a nawet ponieść śmierć dla tego imienia (por. Dz 5, 41; 9, 16; 15, 26; 21, 13). Taka postawa wynika z wiary, że tylko w tym imieniu można osiągnąć zbawienie (por. Dz 3, 16; 4, 12; 10, 42-43).
Główną treścią kerygmatu Kościoła w I w. była Osoba Jezusa Chrystusa oraz dokonane przez Niego dzieło zbawcze. Udzielanie chrztu wiązało się ściśle z wiarą w zmartwychwstałego Chrystusa, a u jego podstaw leżało przekonanie, że przyjmujący go wchodzi w nierozerwalny związek z Jezusem — Zbawicielem. Dlatego właśnie pierwotnie chrzest odbywał się w „imię Jezusa Chrystusa”. Formuła trynitarna zaś jest późniejsza. Chrzest w imię Jezusa miał zamiar uwypuklić Osobę Chrystusa i ukazać konieczność uznania Go za Pana i Mesjasza — Boga. Przyjęcie chrztu było prostą konsekwencją metanoi — wstąpienia na drogę nowego myślenia i wartościowania — imperatywem odrzucenia grzechu i rozpoczęcia nowego życia w Chrystusie i na Jego wzór. Pierwsi chrześcijanie rozumieli, że być uczniem Pana wiązało się z podjęciem zadania „przyobleczenia” i „odciśnięcia” na sobie Jego obrazu (zob. Rz 8, 29; Ga 3, 27; por. 2 Kor 3, 18; Kol 3, 10)[2].
Frazę: „[…] i niech każdy z was przyjmie chrzest w imieniu Jezusa Chrystusa” można przetłumaczyć także: „[…] i niech da się zanurzyć każdy z was w imieniu Jezusa Pomazańca” (Dz 2, 38)[3]. Termin „zanurzenie w imieniu” należy interpretować jako wejście w intymną i wszechogarniającą wspólnotę z Jezusem, to znaczy jako wezwanie do odwzorowania Jego życia. Katechumen w tym obrzędzie inicjacji oddawał się Mu na własność oraz oczekiwał prowadzenia i zbawienia. Po chrzcie wierzący uczestniczył w całej egzystencji Zbawiciela, zarówno w Jego śmierci, jak i w Zmartwychwstaniu. Podobne rozumienie można dostrzec w listach św. Pawła Apostoła. Świadczy o tym na przykład następujące zdanie: „Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzy otrzymaliśmy chrzest, zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć?” (Rz 6, 3; por. Kol 2, 12)[4].
Z sakramentem chrztu było nieodłącznie związane wyznanie wiary. W pierwszej uproszczonej formie brzmiało ono po prostu „Jezus jest Panem”. Nawrócenie i chrzest w imię Jezusa pociągało za sobą odpuszczenie grzechów i otrzymanie darów Ducha Świętego. To ostatnie nie odbywało się automatycznie, lecz potrzebowało znaku „nałożenia rąk”, choć czasami Zesłanie Ducha Świętego uprzedzało ten sakrament (zob. Dz 2, 1-36; 8, 16; 9, 17; 10, 44-48)[5].
Wyznawanie, wysławianie, wzywanie oraz nauczanie, a także gotowość do cierpienia z powodu imienia Jezus wiązało się z niezachwianą wiarą w Jego moc zbawczą, co było równoznaczne z wyznaniem wiary w misterium Osoby Pana. O tej rzeczywistości najpełniej świadczą znaki i cuda, jakie apostołowie czynili w to święte Imię, to znaczy przez władzę i zasługi Jezusa Chrystusa. I tak jak za czasów Jego widzialnej obecności na ziemi, tak i wtedy, gdy Jego misję kontynuowali uczniowie, były one wyrazem realizującego się zbawienia i nadejścia Królestwa Bożego[6].
Św. Piotr w drugiej mowie, która została wygłoszona po uzdrowieniu chromego (por. Dz 3, 1-26), otwarcie przyznał, że przyczyną sprawczą cudu był Jezus Chrystus. Posłużył się przy tym zwrotem „w Jego imię” — formą używaną w kulturze semickiej na wyrażenie samej Osoby Boga[7]. Apostoł, wychodząc od teologii imienia Boga w czasach Patriarchów, ukazał moc imienia Jezusa zmartwychwstałego — istotę kerygmatu. Chrystocentryczne nauczanie apostołów i uwiarygadniające je znaki zdziałane w imię Jezusa, czyli z upoważnienia i mocą Pana, były źródłem nawróceń i przyczyną rozszerzania się Kościoła[8].
Warto jeszcze zatrzymać się krótko nad fragmentami Dziejów Apostolskich, które przywołują „imię” bez jakichkolwiek dookreśleń, tak jak, na przykład, w 5, 41: „A oni odchodzili sprzed Sanhedrynu i cieszyli się, że stali się godni cierpieć dla Imienia”. W kulturze semickiej nadawano niektórym określeniom Boga znaczenie hipostatyczne (na przykład „Anioł Jahwe”[9]). Stało się też tak w przypadku wyrażenia „imię”. W teologii judeochrześcijańskiej imię zaczęło oznaczać moc, przez którą Bóg spełniał swoje dzieła. Dalej refleksja utożsamiła go z Osobą odrębną od Ojca. Dostrzeżenie w nim hipostazy Syna można prześledzić w Liście Klemensa. Tutaj owo onoma archegonon — imię, które jest arche stworzenia, wydaje się rzeczywiście być logos, które jest na początku (arche) według Jana (zob. J 1, 1), choć nie ma użytego terminu logos wprost. Można zatem dojść do wniosku, że w środowisku judeochrześcijańskim Boska Osoba Chrystusa była chętniej określana za pomocą terminu „imię” (onoma). To wyrażenie zostało w późniejszym okresie porzucone jako niezrozumiałe i niebezpieczne w mentalności greckiej z uwagi na tendencje gnostyckie, a jego funkcje przejął termin Logos[10]. Z powyższego zatem widać, że utożsamienie „Imienia” z Osobą Chrystusa w Dziejach Apostolskich było dla pierwszych chrześcijan wyraźnym świadectwem wiary w Jezusa jako Syna Bożego, współistotnego Bogu Ojcu.
Wspólnota pierwotnego Kościoła zawierzyła całą swoją egzystencję imieniu Jezus, które stanowiło dla niej uobecnienie niewidocznego na ziemi po Wniebowstąpieniu, ale działającego z mocą Jezusa Chrystusa — Syna Bożego. Nie istniał taki wymiar życia Kościoła apostolskiego (począwszy od chrztu, a skończywszy na męczeństwie za wiarę), który nie byłby wysławianiem imienia Pana. Częste zaś przywoływanie tego Imienia nie było magiczną formułą, ale zakorzenione w tradycji Starego Przymierza, wypływało z wiary, że Zbawiciel jako prawdziwy Bóg jest rzeczywiście obecny i działa w Kościele przez swoje Imię.



[1] Por. B. Maggioni, Duchowość pierwszych wspólnot chrześcijańskich, w: Historia duchowości, t. 2, dz. cyt., s. 111-113; W. Rakocy, Będziecie moimi świadkami (Dz 1, 8). Dzieje Apostolskie, w: Wprowadzenie w myśl i wezwanie ksiąg biblijnych, red. J. Frankowski, t. 9: Dzieje Apostolskie. Listy św. Pawła, współred. S. Mędala, Warszawa 1997, s. 21-22.
[2] Por. J. Gnilka, Pierwsi Chrześcijanie. Źródła i początki Kościoła, Kraków 2003, s. 356, 382, 407; R. Murawski, Wczesnochrześcijańska katecheza. (Do Edyktu Mediolańskiego — 313 r.), Płock 1999, s. 41; H. Pelc, Wezwanie do metanoi w mowach Piotra według Dziejów Apostolskich, Kraków 2004, s. 58; The New Testament. Recovery version, oprac. komentarza W. Lee, Anaheim, California 19912, s. 486-487; New Testament reading guide. The Acts of the Apostles, oprac. komentarza N. M. Flanagan, Collegeville, Minnesota 1960, s. 15.
[3] Grecko-polski Nowy Testament, s. 515. — Cyt za: H. Pelc, dz. cyt., s. 58.
[4] Por. R. Murawski, dz. cyt., s. 40-41; H. Pelc, dz. cyt, s. 58, 72; J. Gnilka, dz. cyt., s. 356, 380-381, 384-385, 412.
[5] Por. H. Pelc, dz. cyt, s. 59; J. Gnilka, dz. cyt., s. 381-382.
[6] Por. A. Banaszek, Rozwój Kościoła Apostolskiego. Dzieje Apostolskie. Listy świętego Pawła, Zeszyty Biblijne KOAB, nr 3, Warszawa 2002, s. 49, 58.
[7] Por. R. J. Karris, Invitation to Acts. A Commentary on the Acts of the Apostles with Complete Text from the Jerusalem Bible, New York 1978, s. 49-50.
[8] H. Pelc, dz. cyt, s. 79, 87-88, 108.
[9] Por. H. Witczyk, Logos. III. W Biblii, EK, t. 10, red. A. Szostek i inni, k. 1314.
[10] Zob. J. Daniélou, Teologia judeochrześcijańska, Kraków 2002, s. 205- 209, 218; por. H. Witczyk, art. cyt., k. 1312-1314.

niedziela, 17 kwietnia 2011

Pod Krzyżem

Apostołowie trwają w pustce
własnej niemocy
szamocą się w zaułkach
pozrywanych marzeń
ślepi, głusi 
zapomnieli o nadziei.
Wszyscy uciekli
przed ciszą umierania.
Zostało jedno dziecko i
Matka kołysze w ramionach cierpienie
przepalonym sercem
otulona milczeniem
przemieniona w wieczne
AMEN.

wtorek, 8 marca 2011

Cieszę się, że przyszedł Wielki Post! Nareszcie! 
Tak bardzo się sobą zmęczyłam, tymi wszystkimi żalami, pretensjami, które zżerają mi serce, tym moim niepodwarzalnym, śmiertelnie poważnym "ja", które cierpi z byle słowa czy czyjeś miny. 
Wraz z Wielkim Postem, mam nową nadzieję na łaskę, aby  pozbywać się siebie.
Będę się starać i walczyć z tym moim starym "ja", które nie jest tak naprawdę moje. Tak, domyślam się, tym razem również tysiąc razy upadnę, ale to nie jest ważne. Ważne jest to, że dzięki temu na pewno przyjdę po raz tysięczny pod Krzyż.
Cieszę się, że przyszedł Wielki Post, bo mogę się gorliwiej, z nowym zapałem wpatrywać w Chrystusa i to Ukrzyżowanego i tam wypatrzeć zwycięstwo nad tym moim niesfornym "ja". 

Cieszę się, że przyszedł Wielki Post, bo w Tobie, Ukrzyżowany, mogę na nowo wszystko zostawić i wszystko odnaleźć.

niedziela, 2 stycznia 2011

Przyjaciele mówią sobie po imieniu...

W Starym Testamencie istniał zakaz (a w liturgii istnieje i dzisiaj) wypowiadania własnego imienia Boga (JAHWE). Jednak nie ma takiego zakazu, jeśli chodzi o imię Jezus, chociaż ono zawiera w sobie imię Boga (JAHWE zbawia). Imię JEZUS jest imieniem Boga, który stał się bliski, On sam przyszedł i  "przedstawił się nam" i dlatego możemy już mówić sobie po imieniu, jak przyjaciele. Może dlatego mówi się również o imieniu Jezus, że jest słodkie... Bo czyż wspominanie, chociażby przez wypowiadanie imienia kogoś najdroższego nie wywołuje w nas poczucia jego bliskości i dobroci, swoistego, duchowego rodzaju słodyczy.

Imię Jezus darem łaski.
Zaczyna się od wypowiadania imienia Jezus, rozmyślania o Jego istocie, potem miłosnego przenikania Jego głębi, nieustannego noszenia w sercu aż do naśladowania i zjednoczenia wspólnoty życia, tzn. stania się Jezusowym.

piątek, 24 grudnia 2010


Chciałabym przesłać serdeczne życzenia, lecz zapadam się w ciszę. Potrzeba wiary Maryi, żeby minuta za minutą przyjmować Boga narodzonego.
Słowo  zastyga ciężarem tajemnicy…
Czyż wszystko już nie zostało wypowiedziane,
aż stało się ciałem.
Stajemy oko w oko z Prawdą, która jest za oczywista, aby Jej zaprzeczyć.

czwartek, 2 grudnia 2010

ADWENT - TAJEMNICA MILCZENIA

 

Mogą być różne rodzaje milczenia i nie każdy rodzaj jest wskazany czy potrzebny a czasami bywa nawet szkodliwy.
Może być milczenie gniewu, gdy złość jest tak wielka, że zastyga i zamyka drogę do przebaczenia.
Może być milczenie lęku, gdy cisza jest ucieczką od prawdy i od umierania.
Może być milczenie samotności, która staje się wygodnym sposobem na przeżycie.
Może być także milczenie rozkrzyczane, gdy zewnętrznym monologiem zagłuszamy ciszę, w której przemawia sumienie.
Prawdopodobnie można by wymienić jeszcze wiele rodzajów takiego milczenia, ale nie o takie tutaj chodzi.

Chodzi o milczenie, które jest SPOTKANIEM.
Najpierw jest to spotkanie z Bogiem. Milczenie spotkania jest oczekiwaniem, jest otwarciem się na Tego, na którego się oczekuje. Jest to tak jak człowiek staje przy oknie i patrzy, i czeka a wokół dzwoni cisza, a On przychodzi nawet nie wiadomo kiedy...
Ale się trzeba także namęczyć, żeby tak MILCZEĆ, żeby usunąć wszystko co moje, aby każdą myśl, każde słowo i czyn zamienić w modlitwę, w dialog z nade wszystko Umiłowanym. 
Do tego potrzebna jest CISZA, cisza o wiele głębsza niż ta zewnętrzna, która jest zwykłym nie mówieniem czy nie myśleniem (pozornym).
Jest to cisza umierania, ostatecznej rezygnacji z siebie, tak z siebie, wtedy nie ma się już nic, tylko BOGA, który JEST i zalega MILCZENIE.
Wtedy w Nim, nie szukając wcale, odnajduję siebie na NOWO, staje się napełniony tym SENSEM i tą NADZIEJĄ, że tylko ON JEST i nie pragnie się już niczego więcej, dlatego jest milczenie.

To milczenie musi być również spotkaniem z człowiekiem. Gdy wreszcie przestanę myśleć o wadach innych, nawet najsłuszniejszych, gdy zamilkną wreszcie moje osądy, krytyki na temat innych, wtedy zacznę milczeć a drugi człowiek stanie się po prostu przyjacielem w moim JEDYNYM PRZYJACIELU. Gdy zacznę milczeć w ten sposób zobaczę, że jestem taki sam jak mój brat obok.

Chociaż to jest nie do uwierzenia, to wszystko stanie się prawdą, gdy zrozumiemy, że takie milczenie jest ŁASKĄ przebywania z tym na którego oczekujemy - Umiłowanego nade wszystko.

Wtedy właśnie będzie można swobodnie porozmawiać, a każdy dźwięk wypełniony tym milczeniem z Bogiem będzie celowy i poukładany, jak melodia ciszy, bez bełkotu przypadkowych słów.

Właśnie dlatego potrzebny jest ADWENT, aby PAN mógł nauczyć nas milczenia, milczenia otwartego i z radością, że ON PRZYJDZIE, bo przecież JEST.

sobota, 27 listopada 2010

MARANA THA!

PANIE,
w tabernakulum za fioletową wstążeczką
Czekam
może przyjdziesz z krzykiem pierwszego bólu
może przybiegniesz uśmiechnięty
jak dziecko
może zupełnie zwyczajnie
Proszę
bo mam zmarznięte dłonie
Proszę
bo zabrakło gwiazd
Proszę
bo sens nie ma już sensu.

niedziela, 21 listopada 2010

Verbum Domini

Słowo Boże jest źródłem nieustannej odnowy (VD 1)

poniedziałek, 15 listopada 2010

…gdy ustają oczy od patrzenia w górę,
gdy zachrypnie gardło od wołania ku Bogu,
gdy wyschniemy od pragnień gorących,
gdy nam spuchną nogi od chodzenia po kamieniach i szukania Boga,
gdy zwiędną siły i
piękno nasze od tęsknoty za Bogiem
wtedy przychodzi Pan Jezus,
z krzyża zdejmuje, rany opatrzy i każe nam usiąść
a sam usługiwać zaczyna.

Bł. o. Honorat Koźmiński,  Notatnik duchowy, s. 172.

czwartek, 28 października 2010


Któż nam zagrozi, jeśli Bóg jest z nami,
Pełen dobroci dla swoich wyznawców,

Kiedy szukają Jego świętej woli

W całym swym życiu?


Któż nas zwycięży, jeśli Bóg jest z nami,

Mocna opoka i pewne schronienie

Ten, który daje siłę i odwagę
Sercom człowieczym?


Któż nas zniewoli jeśli Bóg jest z nami,
Jakie cierpienie przewyższy nadzieję?
Zło i ciemności, smutki i gorycze

Wkrótce przeminą.


Boże radości, łaski i pociechy,
Bądź uwielbiony w jedności Trzech Osób:
Chwała niech będzie Ojcu i Synowi

Z Duchem Najświętszym. Amen


(Hymn z Godziny czytań, wtorek III tygodnia)

***

Dziękuje Ci, Panie, za wszystko, co mi dałeś,
a jeszcze bardziej za to, czego mi nie dałeś.

wtorek, 26 października 2010

115 rocznica przejścia do Pana sł. b. M. Franciszki Witkowskiej


Gorące pragnienie jej serca:


" O Boże, gdy już zupełnie się z Tobą zjednoczę i cała istota moja przez miłość i łaskę z Tobą się złączy, wówczas nie będę już cierpiała ani smutku, ani boleści, wówczas całe życie moje napełni się weselem, bo Ty sam weselem Twoim mnie napełnisz. Amen - niech się tak stanie, Alleluja - niech będzie Bóg pochwalony za wszystko, co uczynił."

niedziela, 24 października 2010

Różaniec modlitwą uwielbienia imienia Jezus

[na podstawie listu apostolskiego Jana pawła II, Rosarium Virginis Mariae (RVM)]

Bezpośrednie przywołanie imienia Jezus pojawia się w III rozdziale RVM 33. Jan Paweł II wyakcentował, że imię Jezus stanowi centrum i zwornik dwóch części „Zdrowaś Maryjo”. To imię wskazuje na całe misterium Chrystusa, którego kontemplacja tajemnic wraz z Maryją jest celem odmawiania różańca. Owocne odmawianie go wymaga wyakcentowania imienia Jezus i wraz z nim Jego misterium.

Powtarzanie imienia Jezus – jedynego imienia, w którym dane jest nam mieć nadzieję na zbawienie, złączonego z imieniem Matki Najświętszej, pozwalając by ona sama nam je podsuwała, stanowi drogę upodobnienia, której celem jest głębsze wprowadzenie nas w życie Chrystusa.

W nr 27 Papież nawiązał do modlitwy Jezusowej jako do najbardziej charakterystycznej modlitwy medytacji chrystologicznej na Wschodzie. Przez metodę wiązania wypowiadanej formuły z rytmem oddechu pragnie się osiągnąć stan, gdzie Chrystus staje się dla życia tchnieniem, duszą i wszystkim. Dzięki postawieniu w centrum różańca imienia Jezus można spostrzec, że to właśnie ta modlitwa jest "modlitwą Jezusową Zachodu"[1].

Papież w liście apostolskim Rosarium Virginis Mariae podkreślił chrystologiczny wymiar różańca, jego chrystologiczne ukierunkowanie. Różaniec to modlitwa, w której rozważamy i kontemplujemy osobę i misję Chrystusa, która została nam objawiona już w samym znaczeniu imienia Jezus (Jezus — hbr. Jehoszuach — oznacza Jahwe zbawia).

Ø Różaniec niesie ze sobą przesłanie ewangeliczne, jest streszczeniem Ewangelii, Dobrej Nowiny, której centrum jest misterium Chrystusa;

Ø Różaniec polega na kontemplowaniu Chrystusa z Maryją i sercem Maryi oraz tak jak Maryja;

Ø Celem różańca jest kontemplacja tajemnic życia Jezusa, rozważanych sercem Maryi:

§ Przez wspominanie Chrystusa z Maryją uświadomiamy sobie aktualizację zbawienia także dzisiaj – jest to otwieranie się na łaskę, jaką Chrystus uzyskał dla nas przez swe tajemnice życia, śmierci i zmartwychwstania

§ Uczymy się rozumieć przesłanie życia Chrystusa od Maryi

§ Stajemy na drodze upodabniania się do Chrystusa z Maryją – przyjacielskie obcowanie z Nim przez różaniec, wprowadza w Jego życie i pozwala oddychać Jego uczuciami

§ Prosimy Chrystusa z Maryją – Chrystus jest drogą modlitwy a Maryja ukazuje tą drogę.

§ Głosimy Chrystusa z Maryją przez ukształtowanie naszego serca według Serca Jezusa.

Ø Chrystologiczne znamię różańca widać również w jego odniesieniu do tajemnic Wcielenia i Odkupienia; „Zdrowaś” przynosi też chwałę Chrystusowi, do którego odnosi się zapowiedź anioła – …błogosławiony owoc żywota twojego (Maryi) — Jezus

Ø Sługa Boży Jan Paweł II dodał tajemnice światła, aby rozwinąć chrystologiczny wymiar różańca

Ø Również struktura koronki różańca stawia misterium Jezusa Chrystusa w centrum modlitwy: Krzyż oznacza, że na Chrystusie skupia się życie i modlitwa wierzących. Wszystko od Niego wychodzi, wszystko ku Niemu zdąża, wszystko przez Niego w Duchu Świętym dochodzi do Ojca.


[1] Por. R. Scherschel, Różaniec modlitwa Jezusowa Zachodu, Poznań 1988, passim.

piątek, 8 października 2010


Różaniec?


To tak jakbym
Boga trzymała

za rękę

niedziela, 29 sierpnia 2010

Rozwój modlitwy


Definicji i sposobów modlitwy jest tyle ile modlących się. Warto jednak przyjrzeć się tym wypracowanym przez doświadczenie i mądrość wspólnoty Kościoła metodom i etapom. Być może niektóre z nich rozjaśnią pewne przeżywane przez nas trudności lub pomogą oraz skierują naszą modlitwę na tory autentycznego spotkania z Panem.

W poniższych refleksjach pragnę zająć się zagadnieniem rozwoju modlitwy, ponieważ jak w każdej dziedzinie jesteśmy zobowiązani do wzrastania („kto nie wzrasta na drodze duchowej ten się cofa”), tak tym bardziej jako osoby poświęcone Panu jesteśmy zobowiązane do rozwoju na drodze modlitwy. Głównym źródłem poniższych rozważań będzie Katechizm Kościoła Katolickiego, Leksykon duchowości katolickiej, red. M. Chmielewski, Lublin-Kraków 2002 oraz Teologia życia duchowego, A. Słomkowskiego, oprac. przez M. Chmielewskiego, Ząbki 2000.

Teologia modlitwy dzieli modlitwę na „zwykłą” i „mistyczną”. Przy wyjaśnianiu podstawowych różnic pomiędzy tymi rodzajami trzeba podkreślić, że człowiek nie jest zdolny do jakiejkolwiek modlitwy bez łaski Bożej (!), to „Duch przyczynia się za nami w błaganiach”. Jednak modlitwa zwykła to ta, którą człowiek jest zdolny, przy współpracy z łaską Bożą, wypracować swoimi naturalnymi siłami i zdolnościami. Modlitwę mistyczną lub inaczej nadprzyrodzoną człowiek nigdy nie jest w stanie osiągnąć bez szczególnej interwencji łaski Bożej. Otrzymanie tych darów nie jest absolutnie przewidywalne, zawsze zaskakuje daną osobę a nawet nie musi być związane z aktualnym stopniem modlitwy zwykłej. Bóg rozdaje, komu chce i jak chce!

Modlitwę zwykłą można podzielić na następujące stopnie rozwoju (zaznaczam, że są różne podziały i nazwy, ale w gruncie rzeczy zawierają podobną treść, ja staram się ujednolicić różne podejścia):

1. Modlitwa ustna

2. Modlitwa myślna: rozmyślanie i medytacja

3. Modlitwa afektywna (uczuć)

4. Modlitwa prostego wejrzenia (prostoty) ― kontemplacja zwyczajna (nabyta, czynna)

Przy czym trzy ostatnie stopnie określa się również terminem modlitwy wewnętrznej.

Rozwój modlitwy jest zawarty w powyższym podziale, gdyż są to stopnie, a więc określają pewnego rodzaju przechodzenie od mniej doskonałego do doskonalszego rodzaju modlitwy. Można zauważyć zatem, że w naszym rozwoju modlitwy powinna istnieć tendencja przechodzenia od wypowiadania słów do „miłosnego” milczenia, od rozważania dyskursywnego (rozumowego) do decyzji woli, od uczuciowego przywiązania do prostego i cichego trwania, kontemplacyjnego „wpatrywania” się (adorowania), od mówienia o miłości do rzeczywistego kochania. Są to etapy modlitwy zwykłej, czyli każdy jest w stanie przez nie przejść, każdy jest wezwany do kontemplacji (zwykłej) Boga. Tak jak każdy jest wezwany do świętości i do ewangelicznego życia.

Ad. 1. Modlitwa ustna sprowadza się do wypowiadania w myśli lub na głos ― ustami słów. Najistotniejsze będzie tu zwrócenie serca ku Temu, do kogo się mówi, gdyż mechaniczne wypowiadanie modlitw, bez refleksji, nie może być modlitwą.

Ad. 2. Rozmyślanie i medytacja nie są terminami tożsamymi. Rozmyślanie ma charakter bardziej dyskursywny (rozumowy) i dlatego angażuje przede wszystkim intelekt. Jest to „metodyczne” poznawanie prawd. Medytacja zaś bazuje na działaniu woli i afektu, a chodzi w niej o osobowe przylgnięcie do poznanej prawdy i zastosowanie do własnego życia. Jak widać w tych dwóch rodzajach modlitwy myślnej, choć co prawda zmieniają się akcenty, ale żadna władza (rozum, wola, uczucia) nie zostaje wyłączona całkowicie, tylko odgrywa mniejszą rolę, zależnie od swego rodzaju i specyfiki.

Ad. 3. Na modlitwie zwanej afektywną dominuje postawa miłości. Skutkiem tej modlitwy jest oddanie Bogu, udoskonalenie cnót, i doznanie duchowej radości i słodyczy. Przeszkodami do prowadzenia takiej modlitwy może być nie panowanie nad wyobraźnią (brak walki z rozproszeniami), zbytnia ciekawość (kiedy nie potrafimy pozostać w ciszy na modlitwie, tylko zawsze karmimy swój umysł, np. ciągle coś czytając), a także lenistwo duchowe oraz szukanie przyjemności na modlitwie (!). Modlitwa uczuć jest momentem przejściowym od medytacji do kontemplacji nabytej czyli zwyczajnej lub jeszcze inaczej nazywanej czynną. Termin „uczucie” nie można rozumieć na sposób „emocji”, jest to coś głębszego.

Ad. 4. Kontemplację zwykłą uzyskuje się jako efekt długotrwałej modlitwy (chodzi o pewien ciąg czasu, wytrwałość podczas całego życia, a nie o długość tej danej modlitwy). Kontemplacja nabyta w pewien sposób przygotowuje do kontemplacji nadprzyrodzonej (ale wcale nie jest powiedziane, że ta druga musi nastąpić ― wszystko zależy od Pana). Kontemplacja w swej istocie polega na osobowej więzi z Bogiem opartej na miłości. Łacińskie cum-placere oznacza wzajemne upodobanie.

Kiedy można poznać, że dana modlitwa jest autentyczna? Przecież człowiek jest zdolny oszukać się, a pycha ludzka ma szerokie pole do popisu właśnie na modlitwie, przebiegle skrywając się pod pozorami długich modlitw czy westchnień. Teologia modlitwy wypracowała znaki autentycznej modlitwy chrześcijańskiej. Są one następujące:

Ø wzmożenie miłości bliźniego;

Ø bardziej odpowiedzialne wypełniane obowiązków stanu;

Ø autentyczna radość;

Ø większa zażyłość w obcowaniu z Chrystusem;

Ø pokora;

Ø ubóstwo duchowe i powściągliwość w pożądaniach;

Ø świadomość grzeszności i słabości;

Ø otwarcie na łaskę przebaczenia i ufność w Boże miłosierdzie;

Podsumowując chciałam podkreślić, że podjęty temat został przedstawiony w ogólnym zarysie. Jak wiemy istnieje szeroka literatura tematu. Nie zajęłam się też modlitwą mistyczną. Chciałam także zaznaczyć, że nie jest dobrze analizować swojej modlitwy pod kątem stopni, to nie jest potrzebne, a może być szkodliwe (tak też mówił o. Honorat). Ogólna jednak wiedza na temat etapów modlitwy wskazuje jasny cel modlitwy ― zjednoczenie z Chrystusem, który pokrywa się z celem życia zakonnego. Wskazanie pewnych tendencji może także pomóc w udoskonalaniu modlitwy, zawsze jednak przy pomocy Ducha Świętego i zgodnie z Wolą Bożą, wyrażoną w Ewangelii (np. „Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi”, ale też „módlcie się mówiąc «Ojcze nasz»).

Trzeba też brać pod uwagę osobiste uwarunkowania i predyspozycje do danego rodzaju modlitwy gdyż łaska zawsze buduje na naturze. Ważne jest, aby pamiętać, że nic w życiu duchowym nie jest „sztywno” przypisane. Dlatego nie wolno przywiązywać się do żadnego rodzaju modlitwy (ani ustnej, ani kontemplacyjnej), trzeba iść za natchnieniem Ducha i przyjmować to, co daje Pan w danym momencie życia. Mistrzowie życia duchowego polecają sięgać do wartościowej lektury czy korzystać z wypracowanych form modlitwy ustnej w czasie oschłości, aby nie oddalić się od Boga. Gdy przychodzi zniechęcenie potrzeba wewnętrznej dyscypliny, którą łatwiej utrzymać przez modlitwę ustną. Czasami jednak zalecają w takich wypadkach trwanie w ciszy pomimo trudności, a przede wszystkim nie opuszczanie nigdy modlitwy mimo swego rodzaju „wypalenia”, które dosięga każdego i jest próbą wiernej miłości. Nie ma więc jednej reguły.

Trzeba na sam koniec także zwrócić uwagę na nieocenioną wartość modlitwy wspólnej („Gdzie dwaj albo trzej...”). Jak widać z tych różnorodnych refleksji na modlitwie konieczna jest pełna harmonia. Potrzebne w modlitwie jest przebywanie „sam na sam” z Bogiem, ale też potrzebne jest wspólne wyrażanie uwielbienia Panu. Wynika stąd zatem, że nie będzie korzystne przeakcentowanie żadnego z tych dwóch rodzajów modlitwy (wspólnej czy osobistej). W rozstrzygnięciu tej pewnego rodzaju rozterki może być pomocna mądrość Słowa Bożego wyrażonego w Piśmie Świętym i Tradycji Kościoła.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Zaproszenie



Serdecznie zapraszamy

na wspólne wędrowanie po górach

26-31 sierpnia – Szaflary k. Zakopanego

Zgłoszenia, wszelkie pytania oraz informacje udzielamy pod adresem e-mail:

s.marylki@gmail.com

s. Aniceta, ul. Smoleńskiego 31, 01-698 Warszawa

tel. (022) 833 65 70

Pobyt - dobrowolna ofiara.

poniedziałek, 19 lipca 2010

The stereotype of an independent woman


The role of women has become more prominent since the end of the XIXth century. Nowadays women can live their own lives and they almost always get their own way. But does a modern woman have a more satisfied life?


It seems that these transformations were also caused by feminism. This movement aims at establishing greater rights, legal protection for women and their liberation. It is known that feminism is a theory of the importance of gender equality. Although this movement brought women freedom from different forms of violence, their efforts were also met with mixed and often negative results. For example, according to radical feminists there is a male-based authority and power structure. So, this patriarchal system must be changed to matriarchal one. Furthermore they claim that differences of gender arose from the organization of society. For that reason they fight against the domination of men.


First of all, being a woman or a man is the fundamentals of her or his identity. Equally, it is strictly connected with human nature. The best proof for this statement is an example of transsexual. This woman (or the man with own choice) wished to be the mother and not the father. As a result, she became pregnant. It was possible because she still had a womb.


Next point is that a woman to be pleased needs to know her own dignity and her mission in life. Consequently, it is necessary to emphasize the beauty of her womanhood. Pope John Paul II in the letter “Mulieris dignitatem” described “the genius of the woman”. This term means that women have very special vocation in society for forming bonds and proper relations. Owing to this, women who are delicate, sensitive and compassionate may build a peaceful and friendly world. Besides, a woman as a mother is a guardian of life.



In conclusion, it is important to add that obviously every girl and every woman dreams to be a princess or a queen as these are symbols of authentic beauty of a woman’s soul.

Is the modern woman from the feminists’ vision who is seeking herself in domination liberated and therefore happy? Maybe she is rather in another prison which we could call “a stereotype of independent woman”. Since on the top of all a woman (and also a man) may find her (his) dignity in being for someone else.

P. s. Tekst napisalam po angielsku. Nie tlumaczé, aby nie stracil swojego charakteru. W tych czasach jendak, chyba wszyscy zrozumiejá, nieprawdaz? Niestety, jestem w Anglii i nawet nie mam polskich znaków na klawiaturze. Pozdrawiam serdecznie!

wtorek, 29 czerwca 2010

Uroczystość św. Piotra i św. Pawła


Misterium Kościoła

29 czerwca w Kościele obchodzimy uroczystość Apostołów Piotra i Pawła. W ten szczególny dzień, kiedy świętujemy narodziny dla nieba dwóch, można powiedzieć „protoplastów” nowego Ludu Bożego – Kościoła, warto zastanowić się nad naturą Kościoła.

Kościół jest tajemnicą, ponieważ tylko przez wiarę ludzie są w stanie poznać, czym jest on w swojej wewnętrznej naturze. Określenie, „misterium Kościoła” oznacza, że istota Kościoła jest całkowicie nadprzyrodzona, na wzór istoty swojego Założyciela – Jezusa Chrystusa. Papież Paweł VI oświadcza: „Misterium Kościoła polega na tym, że Chrystus ukochał go i poświęcił się dla niego.” Co prawda, Kościół istnieje w historii, ale równocześnie ją przekracza. Jedynie „oczami wiary” można w jego rzeczywistości widzialnej dostrzec również rzeczywistość duchową, będącą nośnikiem życia Bożego. Kościół jako tajemnica jest miejscem, w którym w sposób rzeczywisty można spotkać przemawiającego do ludzi i współdziałającego z nimi Boga.

Kościół jest sakramentem zbawienia, czyli widocznym znakiem i narzędziem działającego i zbawiającego Boga na ziemi, znakiem widzialnym niewidzialnego zbawienia. Ponadto Kościół jest sakramentem zbawienia przez Chrystusa, który jest obecny „aż do skończenie świata” przez apostolat swojego Kościoła.

Rozpatrując temat teologii Kościoła, można ulec pokusie pojmowania istoty Kościoła zbyt zewnętrznie, według analogii do innych ludzkich społeczności, z tą tylko różnicą, że jest on społecznością religijną i ustanowioną przez Boga. Wiara jednak naucza, że Kościół nie jest tylko instytucją, Kościół bowiem użycza człowiekowi nowego życia, daje mu całkiem inną nadprzyrodzoną pozycję. W oczach wiary Kościół nie jest tylko przez Boga założony i uwierzytelniony, ale wznosi się na Bogu-Człowieku, w którego jest wszczepiony. To Jezus napełnia go swoją godnością i mocą – Kościół jest Mistycznym Ciałem Boga-Człowieka i wszyscy należący do tego Ciała stają się członkami Chrystusowymi.

To Chrystus wzywa ludzi, aby stanowili Kościół, On czyni ich jednym, własnym ciałem. Chrystus jako Głowa Ciała-Kościoła jest źródłem życia dla całego Ciała. Kościół posiada wspólnotę życia z Chrystusem, przez którą Chrystus go uświęca.

Kościół jako Ciało Mistyczne stanowi przedłużenie obecności Chrystusa na ziemi. W tej więc widzialnej społeczności będącej Kościołem realizuje się mistycznie obecność Chrystusa na ziemi. Kościół jest organizmem widzialnym, przy pomocy którego Chrystus żyje i działa na świecie. Ponieważ Chrystus jest obecny w świecie w swoim Duchu, musi mieć również jakieś ciało. Kościół właśnie stanowi to ciało, jako formę trwałej obecności Chrystusa w naszym świecie.

Do dwubiegunowej natury Kościoła należy zaliczyć zarówno zewnętrzną postać widzialną, a więc ustanowienie, strukturę Kościoła i zarządzanie nim, jak też jego wewnętrzną, niewidzialną rzeczywistość łaski. Aspekty widzialny i duchowy tworzą jedną rzeczywistość złożoną, która zrasta się z pierwiastka boskiego i ludzkiego.

Społeczność Ludu Bożego wymaga ładu, harmonii i porządku, dlatego właśnie Kościół to lud zjednoczony i zorganizowany pod zwierzchnictwem biskupów. Biskupi to następcy Apostołów i im właśnie przysługuje całkowita władza zwyczajna, własna i bezpośrednia. Prezbiter jest pomocnikiem i przedstawicielem biskupa; uczestniczy on we władzy, mocą, której sam Chrystus Ciało swoje buduje, uświęca i rządzi; kapłan uobecnia sobą Chrystusa. Ponadto Chrystus jako rządząca Kościołem Głowa z całą swą władzą pasterską nie jest inaczej obecny w Kościele jak tylko przez papieża. Celem i głównym zadaniem hierarchii z następcą Piotra jako głową jest wypełnienie przez Kościół misji strzeżenia i głoszenia prawdy objawionej oraz posługiwanie w udostępnianiu łaski.

Na społeczność wiernych Kościoła składają się konkretne osoby, ale powiązane organicznie ze sobą braterską wspólnotą. Ten lud jest dlatego Bożym, że tym, co go gromadzi i tworzy jest przede wszystkim inicjatywa Boga. Każda z osób tworzących ten lud posiada własne dary, swoje powołanie, swoje miejsce w całości znane Bogu; są to dary natury albo łaski, którymi posługuje się Duch Święty dla dobra całej wspólnoty.

Źródłem jedności tego ludu jest ustanowione przez Chrystusa prawo miłości. To prawo łączy tych, co go uznają, we wspólnotę jedyną w swoim rodzaju. Rodzina chrześcijańska kierująca się zasadą miłości staje się wspólnotą spojoną najcenniejszymi i najściślejszymi więzami, jakie istnieć mogą w społeczności.

Odpowiedzią, jaką może udzielić członek wspólnoty Kościoła Chrystusowi na dokonane przez Niego dzieło zbawienia, jest pełna akceptacja Jego i Jego dzieła przez wiarę w Jego prawdę głoszoną w Kościele oraz przez korzystanie z łaski udostępnianej w ekonomii sakramentów. Trzeba podkreślić, że nosicielem sakramentu zbawienia jest Lud Boży jako całość, a więc lud wiernych na czele z pasterzami.

Człowiek, który w pełni świadomie przeżywa swoją obecność w Kościele Chrystusowym, nie będzie swoim zachowaniem czy nieodpowiednim słowem ten Kościół ranił. Kto z kolei walczy z Kościołem (a przez chrzest przynależy do Niego), walczy z Bogiem, w którego jak przyznaje (paradoksalnie!) wierzy oraz jest samobójcą zabijając ciało, do którego należy - Mistyczne Ciało Chrystusa.

piątek, 18 czerwca 2010

Rekolekcje dla dziewcząt!

Czy wiesz, jakie imię nadał Ci Pan Bóg?

Zapraszamy na rekolekcje dla dziewcząt, które odbędą się w Łomiankach k. Warszawy od 29 czerwca do 04 lipca.

TEMAT: MOJA TOŻSAMOŚĆ W BOGU.

Zgłoszenia i pytania prosimy nadsyłać na adres:
s.marylki@gmail.com

piątek, 11 czerwca 2010

Uroczystość Najświętszego Serca Jezusa


Bóg, który ma serce...

Bóg, który kocha do końca i pomimo wszystko...

Bóg, który nadstawia policzek i cierpliwie wysłuchuje, że Go nie ma...

Bóg, który przytula i otula swoją obecnością...

Tak bliski, że aż się nie chce w to wierzyć...

Bóg, w którym nie ma cienia własnego "ja" i

dlatego tak bardzo nas przekracza...